poniedziałek, 1 grudnia 2014

Trójka w obiektywie

W październiku i listopadzie Zuza i Natalia z 3e buszowały po szkole z aparatami fotograficznymi. Owoc ich pracy można oglądać poniżej.

TRÓJKA w OBIEKTYWIE  

czyli

JAK to U nas NA co DZIEŃ bywa 

                      



Gdyby Mickiewicz żył w XXI wieku, napisałby "Dziady"...

TAK:

W piątek 14 listopada uczniowie klasy 2a przedstawiali na lekcjach języka polskiego telewizyjne wydanie „Dziadów” Adama Mickiewicza.
Oto wycinek z pracy jednej z grup…
[fragmenty scenek]
Witam państwa bardzo serdecznie i zapraszam na podsumowanie najważniejszych wiadomości .
Zwariowany guślarz  uciekł z warszawskiej kaplicy w nocy pierwszego listopada podczas odprawiania rytuału dziadów. Obrzędy zostały przerwane, a duchy pozostają na wolności!
  Wczoraj, późnym wieczorem, został okradziony poznański sklep spożywczy. Świadkowie zdarzenia zeznali, że widzieli Widmo Złego Pana opuszczające miejsce przestępstwa wraz z wypchaną po brzegi torbą. Sprawcę zatrzymano. Oczekuje teraz w areszcie na postawienie zarzutów.
W tej chwili połączymy się z naszą reporterką Igą, która specjalnie dla państwa wybrała się na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie trwa właśnie coroczny zlot wielbicieli dziadów.
Halo, Igo…?!
(…)

 Dzisiejsze wydanie magazynu sportowego poprowadzi Zofia.
Witam państwa!
·         Upiór zdobył nagrodę mistrza w rozgrywkach rugby podczas europejskich mistrzostw. Dzięki niemu nasza drużyna zdobyła więcej trafień. Naszemu mistrzowi serdecznie gratulujemy!
·         Duch Zosi zakwalifikował się do prestiżowych zawodów łyżwiarskich. Nasza reprezentantka jako jedna z niewielu będzie spełniać swoje marzenie i walczyć o medal! Zmagania Zosi prosto z Londynu (!) możecie oglądać dzisiaj o 20.45 w naszej stacji.
To już wszystkie informacje ze świata sportu!
Żegnam się z państwem i zapraszam na prognozę pogody, która dziś przedstawi państwu Marianna.

Marianna (Pogodynka)
Jak wiadomo, w wielu miejscach obchodzone są teraz dziady. Duchy sprawiają, że pogoda staje na głowie i nikogo nie powinno dziwić, że w Sudetach występują dziś opady deszczu padające na niebo zamiast na ziemię.
Najbardziej na występowanie duchów narażone są okolice Wielkopolski, gdzie odbywa się coroczny zlot. Może więc tam wystąpić zjawisko wiatru, ale niech się państwo nie martwią! To tylko duchy, które nie chcą zostać zauważone.
Po Trójmieście grasuje huragan. Jest on wynikiem działalności Upiora, który szuka swej ukochanej. Wiatr gna tam i z powrotem z prędkością ponad sześćdziesięciu kilometrów na godzinę.
Zaś w Karpatach dzięki duchom Józia i Rózi temperatura podniosła się o pięć stopni i ma się podnieść jeszcze co najmniej dwukrotnie.
W okolicy Małopolski grasuje duch Zosi, który powoduje krótkie porywy wiatru. Dlatego sugerujemy noszenie przy sobie krzyża albo ciężkiej metalowej kuli.
Dzisiejszy dzień zapowiada się ciepło i duszno. Temperatura wahać się będzie od minus pięciu w Sudetach przez trzy w Trójmieście i szesnaście w Wielkopolsce i Małopolsce do dwudziestu sześciu w Karpatach.
Dziękuję za uwagę i życzę udanego spotkania z bliskimi zmarłymi. 






















wtorek, 28 października 2014

Niebo do wynajęcia

Gdzie jest "niebo do wynajęcia"?
Czy niebo można wynająć? Jeśli tak, to gdzie i na jakich warunkach? Kto je może wynająć?
Poczytajcie propozycje uczniów klas trzecich.


Niebo do wynajęcia wg Mateusza Drabka

SCP–2260

Nr obiektu: 2260
Klasa obiektu: Bezpieczny

Specjalne procedury przechowywania: SCP-2260 jest przechowywane w małej metalowej skrzynce w zamkniętej komorze w Sektorze-5. Obiekt jest nieruchomy i żadne dalsze procedury przechowywania nie są wymagane.

Opis: SCP-2260 jest strzykawką ze szklaną fiolką bez podziałki i metalową igłą o średnicy 0,9mm oraz długości 2cm. Wypełniona jest niebieskim płynem określanym jako SCP-2260-1. SCP-2260 uzupełnia się samoczynnie po upływie 24 godzin od opróżnienia fiolki.

Po wprowadzeniu SCP-2260-1 do układu krwionośnego jakiejkolwiek osoby, substancja jest rozprowadzana po organizmie. Pobudza ona układ nerwowy wytwarzając fałszywe impulsy, które są odbierane przez mózg jak naturalne. Wymusza to sen u odbiorcy płynu. Następnie występują zaburzenia percepcji w postaci halucynacji wzrokowych, słuchowych i somatycznych. Efekt mija po czasie 30 minut do 2 godzin od wprowadzenia SCP-2260-1 w zależności od wprowadzonej dawki.

Halucynacje u biorców SCP-2260-1 opisywane są przez nich jako realistyczne. Odnoszą się zazwyczaj wizji raju oraz utopii.

Po przebudzeniu obiekty testowe funkcjonują normalnie. Testy nie wykazują u nich mutacji, uszkodzeń tkanek, ani reakcji alergicznych.

Incydent 2260-1-1: Podczas testu 22/11/2024 substancja została podana obiektowi testowemu w dawce 7cm3. Po przebudzeniu obiekt testowy D-4319 wykazał zmiany psychiczne, zaczął miewać halucynacje występujące w różnych odstępach czasu. D-4319 został przeniesiony do strefy izolacji. Dalsze badanie zostaną przeprowadzone.

Załącznik #1: SCP-2260-1 miał zostać udostępniony na rynku medycznym. Plan został zawieszony po teście opisanym na dokumencie 2260-III. Decyzja o kontynuacji planu zostanie podjęta po przeprowadzeniu odpowiednich badań.


Załącznik #2: Dostęp do dokumentu 2260-I oraz II ma personel poziomu 1 lub wyższego. Dokument 2260-III jest dostępny wyłącznie dla pracowników poziomu 4 lub wyższego.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dokument 2260-I

(D-1532 jest 25-letnim mężczyzną rasy kaukaskiej o wątłej posturze. Jego układ immunologiczny pracuje normalnie. Przedstawiciel klasy D nie wykazuje żadnych zaburzeń psychicznych oprócz klaustrofobii. Podczas testu osobnik nie jest pod wpływem żadnych substancji ani leków wpływających na działanie układu nerwowego.)

Pracownik klasy 2 wstrzykuje SCP-2260-1 do krwioobiegu D-1532. D-1532 zasypia po 2 minutach od podania preparatu.
Sen przebiega normalnie. Po 34 minutach od podania substancji obiekt testowy budzi się.

Dr Higgs: Czy mnie słyszysz?
D-1532: Kto, ja?
Dr Higgs: Proszę podążać wzrokiem za ruchem mojego palca.

Dr Higgs porusza swoim palcem. D-1532 podąża za nim wzrokiem.

Dr Higgs: Reakcja na bodźce wzrokowe i słuchowe poprawna. Proszę opowiedzieć mi co się z panem działo po otrzymaniu zastrzyku.
D-1532: Obudziłem się w lesie. Rozejrzałem się, wokół rosło dużo drzew owocowych. Zerwałem i zjadłem jeden, smakował niesamowicie. Postanowiłem się przejść. Parę kroków dalej natknąłem się na źródło wody i napiłem się z niego. Woda była idealnie czysta. W oddali zauważyłem dym. Pobiegłem w jego stronę. Na miejscu było ognisko i kilka innych osób. Powitali mnie i zaczęliśmy rozmawiać.
Dr Higgs: O czym rozmawialiście?

D-1532 zastanawia się chwilę przed udzieleniem odpowiedzi.

D-1532: Nie pamiętam. Wtedy wszystko się urywa.
Dr Higgs: Jak długo trwały twoim zdaniem opisane przez ciebie wydarzenia?
D-1532: Jakieś pięć minut? Nie więcej.
Dr Higgs: Dziękuję bardzo. Proszę, abyś na chwilę wszedł do pomieszczenia obok.

D-1532 wchodzi do ciasnego pomieszczenia. Drzwi zostają za nim zamknięte. Wnioskując z nagrania z kamer, D-1532 nie wykazuje już skłonności klaustrofobicznych.
D-1532 zostaje wypuszczony z pokoju testowego i odesłany do swojej celi.

Niebo do wynajęcia wg Stanisława Jałochy

Cześć Kuba!
Tak sobie ostatnio myślałem, co to jest niebo. Czy to jest miejsce, czy stan ducha (może duszy?) Trudno sobie je wyobrazić. Bo jeżeli to jest miejsce, do którego trafią po śmierci ludzie dobrzy w nagrodę za swoje sprawowanie i w tym miejscu nie będzie żadnych kłopotów ani zmartwień, to właściwie tam jest nudno. Czy można w nagrodę trafić do nudnego miejsca? Może tak, bo w ostatnie wakacje mama mówiła, że jedziemy nad morze w nagrodę za ciężką pracę przez cały rok szkolny. A przecież wie, że ja nie lubię morza i strasznie się tam nudzę. Czyli męczyłem się w nagrodę. Haha!
Ale właściwie to czy musimy czekać na niebo aż do czasu śmierci? W końcu czasami mówi się, że komuś jest „jak w niebie”, czyli dobrze i błogo. Ale przecież to niebo oznacza dla każdego coś innego. Jeden chciałby leżeć pod palmami, inny zdobywać Czomolungmę, dla kogoś szczytem marzeń są światłą reflektorów i zbieranie gratulacji, dla innych – zaszycie się w jakimś miłym miejscu tak, żeby nikt obcy nie interesował się jego sprawami. Są też ludzie, dla których najważniejsze jest pięcie się po szczeblach kariery zawodowej i zdobywanie pieniędzy, a dla innych ważniejsza jest rodzina i wolą żyć skromnie, ale czas spędzać z dziećmi zamiast pracować do nocy.
Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale na pewno nieba nie można sobie wynająć na stałe. Przecież „szczęśliwe chwile to motyle” jak mówią słowa piosenki. To znaczy, że są ulotne i nie mogą trwać wiecznie. Motyle żyją bardzo krótko.  Można jednak się postarać, żeby te chwile trwały ja najdłużej. Dlatego jak spotkamy się w wakacje (to już za 3 tygodnie!!) musimy zrobić wszystko, żeby nic nie zakłócało nam dobrej zabawy. Mam nadzieję, że nikt nie będzie nam kazał wcześnie wstawać, nasze mamy nie będą ciągle marudziły o sprzątaniu i w ogóle nasze rodzinki nie będą za bardzo ingerować w nasze spędzanie czasu. Tylko dobra zabawa! Po prostu na te dwa tygodnie musimy sobie „wynająć niebo” i żyć bez trosk. Już nie mogę się doczekać. Świetnie, że nasi starzy wymyślili te wspólne wakacje.
Jeszcze tylko podciągnę niektóre oceny i luzik. Ciekawe czy ciebie też tak męczą o dobre stopnie? Moi dostają świra, jakby to było najważniejsze. Ale postaram się bo wiem, że mamie na tym zależy. Niech się staruszka ucieszy.
Trzymaj się. Do zobaczenia za trzy tygodnie.

Stachu

Niebo do wynajęcia wg Daniela Rogulskiego

     Piekła szuka wielu ludzi, ale tak naprawdę istnieje ono tuż obok nas. Zazwyczaj samo nas znajduje.
     Niebo było pomarańczowo-czerwone od krwi rozlanej na ulicach oraz zanieczyszczeń,  od ciągłych bitew i śmiercionośnych maszyn. Miasto zaś ciche , jakby opuszczone. Gdzieniegdzie słychać było przytłumione krzyki, strzelaniny, a także podobne temu dźwięki.
     Z ruin wybiegło trzech uzbrojonych ludzi. Przemieszczali się środkiem sporej ulicy, gdzie jeszcze niedawno odbyła się potyczka pancerna. Brnęli naprzód za wolność i ojczyznę. Nie bali się niczego, a w szczególności śmierci. Na polu bitwy walały się wszędzie trupy poległych żołnierzy, a także cywili. Niedopałki ciężkich czołgów i spalonych domów zasłaniały widoczność swym pruszem, ulatniającym się w powietrzu. To już nie wyglądało jak centrum miasta.
     Tak więc odważni piechurzy poruszali się szybkim marszem w rozproszeniu. Mijali zawzięcie przeszkody na swej drodze.  Myśleli, że nic nie mogło ich zatrzymać, lecz było to tylko chwilowa nadzieja. Nadzieja, która rodzi się z innego, z większego uczucia - poczucia patrotyzmu. Nadzieja, dzieki której każdy żyje i wciąż walczy. Nadzieja, której nie da się nikomu od tak zabrać.
     W jednej chwili usłyszeć można było strzał, lecz umilkł on tak szybko jak się pojawił. A może nawet szybciej. Padł jeden z trójki. Reszta rzuciła się za jeden "gruchot" stojący z boku szosy. Któryś z nich wrzasnął "Snajper" i wszystko ucichło w jednej chwili, lecz i tak to nie zwróciło życia Leksiego. Biedak leżał we krwi z otwartymi oczami na środku. Lojalny żołnierz i mój przyjaciel już nie żył. Nie miałem wielu przyjaciół, ale jeśli jacyś byli to tylko z wojska. Zawodowcy zawsze trzymali się razem. Kiedyś w chwale razem, teraz samotnie w żalu. Wśród żyjących był Kresnow i ja. Tak ja. Ja tam byłem i widziałem to. Widziałem to wszystko ... i nic nie mogłem zrobić. Mój wieczny uśmiech minął wraz z dniem rozpoczęcia tego całego piekła.

     Była zasada, która jako jedyna tutaj obowiązywała - "Ani kroku wstecz. Naprzód, nie zatrzymywać się, odrwrót będzie uznawany jako przejaw dezercji co oznacza zdrade kaju, a to równa się karze śmierci - z rozkazu numer 227." Rozkaz to rozkaz, lecz nawet bez tego rozkazu nie usiadziałbym dłużej, niż wtedy. Wstałem, przetarłem twarz i wybiegłem zza osłony z całą złością i ogniem w oczach, jakby ktoś w jednej chwili zabrał mi wszystkim moich najbliższych. Mój drugi przyjaciel, Kresnow, pobiegł za mną, jak to powiedział przed misją - "Myślisz że pójdziesz tak sobie bezemnie. Jeszcze się zgubisz w tym "gównie",a jak coś spatolisz musi ktoś cię porządnie opieprzyć." Tego chłopa nikt i nic nie mogło zgiąć, był za silny, ale kula to już coś innego. Mniej więcej wiedziałem gdzie jest snajper, ale pewności nie miałem. Biegłem oczekując strzału, lecz chybionego... Strzelił. Pomyślałem - "Pudło". Wiedziałem już skąd wystartowały naboje. Rzuciłem się w gruz, przycelowałem i palnąłem. W oknie, w którym się znajdował nic nie było widać. Zdjąłem chełm, włożyłem go na patyk, który leżał w gruzie, jak to wiele innych rzeczy porozwalanych wszędzie i podniosłem go do góry, żeby wystawał zza zasłony. Przeczekałem i włożyłem go spowrotem na głowę. Krzyknąłem z wielką rodością: "Haha! Odział Nieśmiertelnych górą! Za to co słuszne! Za gwardie!" Po czym odwróciłem głowę i wrzasnąłem: "Kresnow! On chyba nie żyje! Zabiliśmy go! Haha!" Lecz tam nikogo nie było. Zacząłem go nawoływać. Po chwili znalazłem go ... znaczy jego ciało. Ta kula to nie było jednak "pudło". W jeden dzień straciłem dwóch wspaniałych ludzi. Spojrzałem w górę i powiedziałem "Boże zbaw mnie. Zabierz mnie stąd. Potrzebne mi niebo do wynajęcia."
                                                                                                      Daniel Rogulski kl.3a

Niebo do wynajęcia wg Agaty Bączyk


     Chloe Woods była 19 – letnią mieszkanką Miami. Mimo jej młodego wieku sama sobie radziła w życiu. W wieku 18 lat wyprowadziła się z domu od rodziców i pogodziła szkołę z dorywczą pracą. Nie miała problemów z rodzicami, ale tak było jej wygodniej. Była raczej typem samotniczki, która kochała czytać książki. Nie lubiła niespodzianek i spontaniczności, wolała wiedzieć co się wydarzy. Jej ulubioną książką od lat była książka Sparks'a „ Niebo do wynajęcia”. Trudno było zliczyć ile razy przeczytała tą książkę. Bardzo lubiła sobie siadać wieczorami właśnie z tą książką, gdyż wiedziała że nic już w niej jej nie zaskoczy. Nie wiedziała jak bardzo się myliła
     Uczęszczała do Miami Dade Collage. Była pilną i dobrze uczącą się uczennicą. Ubierała się normalnie, ponieważ najczęściej to były zwykłe rurki i sweter albo t-shirt w zależności od pogody. Miała przyjaciela Willa, ale to był przyjaciel do „oglądania filmów”. Przychodził do niej co niedzielę by obejrzeć razem z Chloe film, który oczywiście znała na pamięć. Rzadko rozmawiali i mało wiedzieli o sobie. Z rodzicami utrzymywała kontakt, ale z pewnością nie taki jaki życzyliby sobie jej rodzice. Mieli tylko ją, aczkolwiek żałowali decyzji o jednym dziecku. Chloe nie chciała wracać do domu i rzadko się odzywała do rodziców, ponieważ nie chciała wracać do świata „idealnych”. Gdy jeszcze z nimi mieszkała żyła pod ogromną presją państwa Woods. Wymagali od niej zbyt wiele niż zdołała udźwignąć. Nie miała czasu na znajomości pozaszkolne ze względu na rozmaite zajęcia dodatkowe jakie serwowała jej mama wierząc, że Chloe osiągnie znacznie więcej od nich, chociaż sami byli ustawieni bardzo wysoko.
     Był poniedziałkowy wieczór, gdy dziewczyna wróciła do swojego małego mieszkanka na 10 piętrze w samym sercu miasta. Dużo pracowała, aby pozwolić sobie na taki widok, w którym od razu się zakochała. Urządziła je w sposób bardzo przytulny. We wnętrzu w salonie znajdowała się ogromna puchowa sofa, której oparcie stanowiły duże poduszki. Przez jedno oparcie przewieszony był miły w dotyku koc i dwie poduszki z grubego puszystego materiału. Siadała tam co wieczoru z kubkiem malinowej herbaty, oparta i opatulona wpatrywała się w wieczorne życie miasta.
     Chodziła po przepięknych alejkach z mnóstwem kwiatków. Wokół niej roznosił się śliczny zapach woni kwiatowej, a ludzie, którzy ją mijali byli szczęśliwi. Radosna przechadzała się między krzewami, aż w końcu znalazła się przed mostem. Zachwycona widokiem od razu znalazła się na drewnianych belkach i wpatrywała się w przejrzystą taflę wody. Nagle most złamał się na pół, a dziewczyna zmagała się z wirem wody, który przed chwilą był taki spokojny. Niezauważona gałąź uderzyła ją w głowę, a ta straciła przytomność.
     Chloe gwałtownie podniosła się z miejsca i rozejrzała się dookoła. Była u siebie w domu, na swojej sofie i z kubkiem po herbacie. Zasnęła. „To był tylko sen” powiedziała do siebie, ale zaczęła myśleć o tym co jej się przyśniło. Nie znała tej dziewczyny, ale znała tamto miejsce. Dokładniej tylko most. Niewiele myśląc narzuciła na siebie kurtkę, ubrała buty i po drodze zgarnęła kluczyki od samochodu.
     Podczas jazdy myślała, że zobaczenie tego mostu nic nie zmieni i pewnie będzie tam pusto. Coraz bardziej się wahała i chciała zawracać, jednak podświadomość mówiła coś innego. Nie lubiła niespodzianek i nie chciała zobaczyć nic co ją zaskoczy. Gdy wewnątrz niej wciąż trwała wojna myśli, parkowała pod niewielką polanką z kilkoma drzewkami i rzeczką. Wysiadła z samochodu i zaczęła iść dróżką wśród drzew. Nie była do końca pewna tego co robi, ale szła dalej. Z każdym kolejnym krokiem otoczenie zmieniało się jak  to ze snu. Przejrzysta woda, kwiaty i nawet ta woń zapachu, jednak oprócz niej nie było widać nikogo. Doszła do mostku i zaczęła stąpać bo drewnianych belkach nie wiedząc co ją czeka. Robiła to najdelikatniej jak tylko mogła w obawie, że się złamie. Stanęła na środku i spojrzała w taflę wody wypatrując czegokolwiek. W odbiciu ujrzała swoją mamę, która wyglądała jakby spała na stojąco. Odwróciła się i dostrzegła, że jest sina i wisi na linie. Przez głowę Chloe przebiegły tysiące myśli zanim dotarło do niej, że jej matka nie żyje. Powiesiła się. Ale co było powodem jej samobójstwa? Tego nie wiedziała. Nie zdążyła nic zrobić jednak, bo jej obraz zaczynał rozmazywać się, a ziemia jakby miała zaraz się zapaść. Więcej Chloe nie zarejestrowała, gdyż opadła na ziemię zapadając w głęboki sen.
       


Agata Bączyk
III D      

     

wtorek, 14 października 2014

Surrealizm...

... A co to?
Wyrażenie wnętrza. Zburzenie logicznego porządku rzeczywistości. Pogranicze jawy, snu, fantazji, halucynacji. Badanie nieświadomości. Sięganie do psychoanalizy. Wyobraźnia bez ograniczeń.
... A jak napisać surrealistyczny tekst?
Uczniowie klas trzecich zmierzyli się z tym wyzwaniem. Oto próbka Agaty Bączyk z kl.3d:

Amadeusz Dode przechadzał się po najdłuższej z najkrótszych dróg jakie zobaczył. Wokół niego na drzewach rosły bardzo jasne czarne liście i kontrastowo ciemne białe owoce. Dróżka, którą szedł, wiodła po zielonych, miękkich kamieniach. Brzegi ścieżynki ładnie obrośnięte były kwiatami w kolorze ciemnozielonym, a liście i gałązki mieniły się kolorami tęczy. W końcu Amadeusz dotarł do solidnie zrobionej furtki z białego, sypkiego piasku wysuszonego na zimnym słońcu. Przechodząc przez furtkę, zaczął iść w zielonej wodzie, którą miał do połowy ud, jednak spodnie i buty pozostały suche.
Droga wydawała się strasznie długa, ale widział koniec, który był strasznie blisko. Dotarł do domku i zapukał do drzwi, które były oknem. Otworzył mu słoń koloru skóry człowieka. Podał mu nogę, chcą się przywitać i zaprosił Amadeusza do środka. Chłopak szedł za słoniem po niewiarygodnie miękkim kamieniu, który spełniał zadanie twardej podłogi. Słoń zaprosił gościa do jasnej kuchni, w której nic nie było widać. Usiadł do solidnie wykonanego stołu, który złamał się po dotknięciu go przez Amadeusza. Słoń odwrócił się do niego i w nodze trzymał coś twardego, co kazał mu wypić.

Widząc surową minę słonia, która się śmiała do niego, zjadł twardy płyn. Stało się coś nieoczekiwanego. Amadeusz rozsypał się na kawałki, przenosząc się w czasie do przedniego tyłu i sprawnie wszedł do autobusu 975, który zzieleniał od liczby ludzi w nim siedzących na stojąco. Konduktor podszedł do niego i zaczął bić go dziurkaczem do biletów. Jednak chłopak wyszedł bez szwanku, bo nadal stał w totalnej rozsypce, trzymając się całości tak, że konduktor nie mógł w niego wycelować lekkim i miękkim dziurkaczem do biletów.

                                                       

piątek, 10 października 2014

FLASH MOB już nagrany!

Oglądajcie flash moba z naszym udziałem! Stary Browar 4.10.2014 o godzinie 15.00 (i my tam byliśmy, i tańczyliśmy) stał się miejscem niecodziennego wydarzenia - Janusz Kruciński (odtwórca głównej roli w słynnym broadwayowski musicalu Jekyll&Hyde) zapraszał do Teatru Muzycznego w Poznaniu. Już w piątek 10.10.2014 PREMIERA w Poznaniu! Warto!

środa, 11 czerwca 2014

Gdy pogoda nie cieszy...

... gdy narzekasz, że za gorąco...
... gdy narzekasz, że za zimno...
... gdy narzekasz, że za mało deszczu...
... gdy narzekasz, że za dużo deszczu...
... gdy się nudzisz...
... gdy...
WÓWCZAS poczytaj teksty młodych adeptów pióra. Zapraszam.
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/Zmierzch-Eldery-praca-konkursowa-Robert-P%C5%82achta-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/Cień-i-ogień-praca-konkursowa-Jeremi-Murek-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/DAFT-SPACE-praca-konkursowa-Zofia-S%C5%82upczy%C5%84ksa-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/Inna-paca-konkursowa-Zuzanna-Filipowicz-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/Srebrny-Wojownik-praca-konkursowa-Mikołaj-Kortus-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/Wielka-Bitwa-praca-konkursowa-Bogna-Kurczewska-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/Wojna-i-nowy-początek-praca-konkursowa-Mateusz-Drabek-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/Wybraniec-opowiadanie-konkursowe-Michał-Dyba-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf
http://gim3swarzedz.pl/wp-content/uploads/2014/06/Złoty-płomień-opowiadanie-konkursowe-Dominika-Doli%C5%84ska-Gim3Swarz%C4%99dz.pdf

środa, 7 maja 2014

Nasz teatr

NASZ TEATR w II A
Na zajęciach artystycznych pod kierunkiem p. K. Stramowskiej uczniowie naszej klasy realizowali projekt tworzenia teatru kukiełkowego. Całą pracę wykonaliśmy sami: własnoręcznie - uszyliśmy kukiełki, zbudowaliśmy scenografię, napisaliśmy scenariusze. Wszyscy mocno się przyłożyli do tego przedsięwzięcia.
I w końcu odbyły się przedstawienia kukiełkowe. 6 grup przedstawiło swoje pomysły na bajki 
       
A oto efekty:


GRUPA PIERWSZA: Sara S., Klaudyna A., Zuzanna L., Sandra N., Ola K. - dziewczyny przedstawiły spektakl o Francesco, właścicielu restauracji, który ze złej, egoistycznej osoby ,za sprawą pomocnego anioła, przemienił się w dobrego człowieka.


GRUPA DRUGA: Natalia M., Ania Cz. i Sandra N. (zastępująca Bognę K.) - ich przedstawienie opowiadało historię misia, który nie umiał straszyć. Bohaterowie próbowali nauczyć go jak być przerażającym niedźwiedziem, lecz próby się nie powiodły. Miś się nie zmienił.


GRUPA TRZECIA: Jeremi M., Mateusz D., Daniel R.  - chłopcy przygotowali zmienioną wersję “czerwonego Kapturka” pt. “Niebieski kapturek”. W ich wersji wilk zamienił się w przerażającego Slender Mana, a bajka stała się horrorem. Na szczęście, Niebieski kapturek został uratowany przez niespodziewanego bohatera.


GRUPA CZWARTA: Piotr Sz., Mikołaj K., Michał D. i Bogna K. - przedstawili spektakl o królu, którego królestwo nawiedzał smok. Oczywiście potrzebny był i bohater, który podstępem przegoni smoka - czyli szlachcic - a potem dostanie rękę pięknej księżniczki.


GRUPA PIĄTA: Natalia T., Sara C., Zosia H. - dziewczyny przedstawiły bajkową historię o księciu, księżniczce i złej siostrze czarownicy, która podstępem chciała odebrać księżniczce tron.  Oczywiście dobro i miłość wygrywają, a zło zostaje pokonane.


GRUPA SZÓSTA: Mateusz G., Miłosz J., Konrad D., Norbert R. – pokazali bajkę o tym, jak prosty chłopak razem ze smerfami pokonał złe serce Złotobrodego.

 Chcecie zobaczyć więcej – zajrzyjcie do galeriiJ

Natalia Tarka kl. II a


video

wtorek, 15 kwietnia 2014

O Małym Księciu inaczej...

- Kto Ty jesteś?
- Książę Mały.
- Jaki znak Twój?
- Róża biała.
- Gdzie Ty mieszkasz?
- Na planecie.
- Czym Twa ziemia?
- Baobabem i wulkanem.
- Co masz w skrzynce?
- Mam baranka.
- Czego pragniesz?
- Mieć przyjaciół.
- A masz jakichś?
- Lisa rudego.
- Kim Twój autor?
- Francuz jakiś.

             Mateusz D., Jeremi M., Daniel R., Michał D., Andrzej P. klasa 2a


Mały Książę złotowłosy,
Skrzyżowane jego losy.
Spadł prosto z nieba,
Jemu pomóc szybko trzeba.
Pierwsze co zobaczył to żmiję,
Co po piasku się wije.

Mały Książę już nie na asteroidzie,
Więc Pilot z pomocą szybko mu idzie.
Malec nie lęka się niczego,
Pragnie tylko baranka swego.

Chłopiec ten na Ziemi jest już rok
I do Róży musi wreszcie wykonać skok.
On miłości od niej zaznał,
Więc dla niej od ukąszenia skonał.
                                   Kasia P., Gosia Cz., Paulina C., Oliwia S., Adrian J. klasa 2b


Na planecie B – 612
Było baobabów 15.
Mały Książę dbał o Różę
I wyrywał krzaczory duże.
Czekały go różne podróże,
Zwiedził planety – małe i duże.
Za pierwszym razem spotkał króla-
- wielkiego despotę i ogromnego gbura.
źniej napotkał Próżnego
Zakochanego w sobie i zarozumiałego.
Następny był Pijak słaby,
Który z nałogiem nie mógł dać rady.
W przeciwieństwie do lisa – życiowej mądrości,
Bankier uosobieniem był wielkiej chciwości.
Podróż po planetach nikomu się nie nudzi, 
bo można tam poznać odmienność ludzi.
Po wszystkich podróżach Książę nasz mały
Powrócił do Róży – zdrowy i cały.

             Jagoda W., Kamil M., Ewa M., Jola Z., Marika P. z klasy 2b




sobota, 5 kwietnia 2014

Praca na przestrzeni epok

Uczniowie klas drugich ( IIA, IIB, II D, II E)  przez miesiąc zbierali materiały do prezentacji na temat: "Praca na przestrzeni epok". Oto efekt pracy jednej z grup:
video

wtorek, 25 marca 2014

Detektywi są wśród nas

W imieniu trzecioklasistów zapraszam do świata zbrodni, przestępstwa i genialnych detektywów. Przed Państwem pierwsze publikacje młodych mistrzów kryminału. Może następcy Arthura Conan Doyle’a albo Agathy Christie, a może Tess Gerritsen...

Wybory prezydenckie

    Uwielbiam odwiedzać moją rodzinę we Francji. Wujek Philip to emerytowany policjant, który doskonale wie co dzieje się w okolicy. Jego żona, Elizabeth to przeurocza kobieta. Każdego lata witają mnie w swoich progach z ogromnymi uśmiechami na twarzy.
    Stadaff to szybko rozwijające się miasteczko na południu kraju, słynące z doskonałych win i serów. Pomimo szybko rozwijającej się infrastruktury, nie brak w nim przepięknych krajobrazów.
Ten rok to czas wyborów.  Hugo Moliere piastował stanowisko prezydenta od wielu lat. Jego rządy nie były najlepsze, jednak w okolicy brakowało człowieka, który odważyłby się z nim rywalizować. Wielkim zaskoczeniem była dla wszystkich wiadomość o pojawieniu się młodego, bardzo kreatywnego kontrkandydata. Cedric Colloredo wraz z rodziną przybył z gorącej Hiszpanii na początku tego roku. Powodem jego przeprowadzki był spadek otrzymamy od babki. Mężczyzna szybko się zadomowił, a z biegiem czasu stał się jedną z najbardziej lubianych osób w okolicy. Nowina o jego kandydaturze została przyjęta z ogromnym entuzjazmem. Posadę miał praktycznie w garści.
  Kiedy pewnego dnia siedziałam z wujkiem na altanie popijając kakao, nagle ciocia wprowadziła gościa. Pan Matteo Bonnet to najlepszy przyjaciel mojego krewnego. Sądziłam, że przysiądzie się do nas i kolejny raz wysłucham opowieści o ich wspólnych przygodach. Niestety się myliłam. Mężczyzna stanął w drzwiach, był blady jak ściana, a oczy miał pełne przerażenia. Zanim wujek zdążył go przywitać wybąkał:
- Wyborów nie będzie. Losy miasta zagrożone. – powiedział przerażonym głosem.
- Jak to, Bonnet, co Ty bredzisz? – powiedział głosem pełnym rozbawienia.
- Tym razem Twoje żarty są nie na miejscu. Colloredo nie żyje. – zbledliśmy, a biedna ciocia idąc w naszym kierunku upuściła dzbanek z herbatą.
- Koło 17 jego żona znalazła go martwego w domu. Został zastrzelony – spojrzał w moim kierunku. Poczułam, że nie jest zadowolony z mojej obecności przy tej rozmowie, automatycznie wstałam z wiklinowego fotela i ruszyłam na pomoc cioci.
 Ostatecznie sierżant Bonnet został na kolacji. Podczas niej dowiedziałam się kilku przydatnych informacji.
- Powiem wam coś, ale nikomu ani słowa, bo wszystkich zamknę na 48h – odebraliśmy to jako żart, jednak dobry humor szybko prysł, gdyż minę miał nadal poważną.
- Podejrzewamy, że to obecny prezydent stoi za tą zbrodnią, jednak wątpimy, że zrobił to samodzielnie.
- Co masz na myśli przyjacielu? – zainteresował się wujek. Pomimo emerytury, świat zbrodni nadal go fascynował, cóż… u nas to rodzinne…
- Colloredo został postrzelony w tył głowy, z tego wywnioskować można, że nie miał szans na obronę. Pistolet został znaleziony w koszu na śmieci. Sprawca miał pecha, dzień wywozu śmieci przełożono na jutro z powodu awarii sprzętu.  – tym razem w głosie mężczyzny czuć było ekscytacje  - To oznacza, że sprawca doskonale wiedział, co robi, oraz sądził, że uda mu się pozbyć narzędzia zbrodni.
- Możliwe, że pan Moliere kogoś wynajął, by śledził denata.
- A może to ktoś bliski? – wtrąciłam się niepewnie.
- Niestety Twoje domysły Anastasio są błędne. Jego żona całe przedpołudnie przesiedziała w pracy, a kiedy jej mąż konał odbierała dzieci z przedszkola.
- A jak relacje z sąsiadami?
- Pan Theodor wraz z żoną jest na wakacjach, a Marksowie cały dzień spędzili w pracy. To spokojna okolica.
   Następnego ranka postanowiłam wziąć sprawy we własne ręce. Nie chciałam jednak martwić gospodarzy, więc oficjalnie udałam się na małe zakupy do miasta. Prawda jednak była całkiem inna. Pierwszym przystankiem na trasie mojej podróży była kwiaciarnia naprzeciwko ratusza. Jej właścicielka - Gloria – wiedziała wszystko o losach mieszkańców. To właśnie od niej dowiedziałam się wszystkiego o rodzinie Colloredo. Pan Cedric cieszył się ogromnym powodzeniem u kobiet, a jego żona robiła mu sceny zazdrości na każdym bankiecie. Doczekali się córeczki – Amandy. Mężczyzna był bardzo towarzyski. Nie szczędził pieniędzy na drogie uroczystości, ale chętnie przekazywał także datki na cele charytatywne. Miał ogromną charyzmę oraz zabójcze poczucie humoru. W oczach Glorii był ideałem, nie zdziwiłabym się, gdyby uważała tak większość miasta.
 Kolejnym punktem postoju był ratusz – a konkretniej wizyta z panem prezydentem. Kiedy sekretarka usłyszała moje nazwisko, to bez problemów uzyskałam szybki termin spotkania.
 Niepewnie weszłam do gabinetu. Był on bardzo elegancko urządzony, na ścianach nie brakowało pięknych obrazów, a za biurkiem rozciągała się wielka panorama miasta.
- Piękna, prawa? – z zamyślenia wyrwał mnie męski głos.
- Och, przepraszam. Jestem Anastasia Allen. Dzień dobry. – wybąkałam. Po co ja tam w ogóle przyszłam?
- Ach ta brytyjska krew. Masz szczęście, że Twój wuj bardzo zasłużył się dla naszej społeczności – odparł z uśmiechem na twarzy, lecz mimo to wyczułam w tym nutę sztuczności.
- Domyśla się pan w jakiej sprawie tutaj przyszłam? – usiadłam w fotelu wskazanym przez Moliere’a.
- Cedric Colloredo? Ciekawość Pani rodzina ma zapisaną w genach – tym razem na jego twarzy zagościł złowrogi grymas. – Co ja mogę na ten temat powiedzieć? Że bardzo mi przykro? Że także się wycofam? Oj nie! Za długo na to wszystko pracowałem.
- Na tej podstawie można stwierdzić, że miał pan motyw. – nabrałam pewności siebie.
- Motyw? Haha, nie zabiłem go. Nie wynająłem także nikogo. To by zagroziło mojej reputacji. Nie oszukujmy się, mi zależy na władzy, mam z tego ogromne korzyści. Nie zaryzykowałbym tego wszystkiego.
- Nie dziwię się, że nie cieszy się pan poparciem wśród mieszkańców.
- Polityka to czysty świat biznesu. Tutaj liczą się znajomość. Trzeba mieć charakter. Colloredo był chłopcem stworzonym do reklamy, do brylowania na salonach. Pełniłby świetnie funkcję reprezentacyjną, ale nic poza tym.
- Co robił pan wczoraj w okolicach godziny 14?
- Czy to przesłuchanie? Jest pani bardzo zabawna – odparł lekceważącym tonem.
- A nawet jeśli? Czy ma pan coś do ukrycia Panie Moliere? – uniosłam brew.
- Cały dzień spędziłem u mojego terapeuty – Roba. Musiałem przygotować się psychicznie na szum medialny wokół tej sprawy – westchnął – Coś jeszcze? Chciałbym wrócić do pracy.
- Póki co to już wszystko. Dziękuję za spotkanie. Mimo wszystko wierzę panu – zmierzyłam ponownie oczami gabinet – Nie zaryzykowałby pan. – wyszłam.
  Kierowałam się w kierunku drzwi wyjściowych gdy usłyszałam szloch. Rozejrzałam się i wtedy ujrzałam zapłakaną sekretarkę idącą w kierunku toalet. Poszłam za nią.
- Czy coś się stało? – uchyliłam niepewnie drzwi.
- Kim pani jest? – powiedziała speszona, próbując doprowadzić się do porządku.
- Anastasia Allen. Rozmawiałyśmy przez telefon.
- Ach, to pani! – otarła szybko twarz chusteczką – Sophie Monroe – pomimo zapłakanej twarzy nadal wyglądała na kwintesencje francuskiej urody – Dziękuję za troskę. Dam sobie radę sama.
- Czy ktoś panią skrzywdził?
- Nie! Niech sobie pani stąd pójdzie, bo inaczej wezwę ochronę! – wykrzyczała piskliwym głosem.
- Przepraszam. – i ruszyłam do domu, jednak myśl o zapłakanej brunetce ciągle mnie dręczyła.
 Kiedy wróciłam, na stole czekał na mnie obiad. Tym razem ciocia przygotowała swój specjał – zupę marchwiową. Za każdym razem, gdy patrzę na tę kobietę to nie dziwię się, że wujek zostawił Anglię dla niej.
- Ana! Patrz co Matt przyniósł! – z altany wydobył się mój krewniak. – Oto kalendarz tego chłoptasia. Oj miał on bujne życie towarzyskie. Sama spójrz – otworzył notesik na wczorajszej dacie.
- „13:00 – S.M- lekarz” – przeczytałam na głos.
- Sprawdziliśmy, to znaczy policja sprawdziła… - wyczułam w jego głosie pewien odcień żalu – W okolicy nie ma żadnego lekarza o tych inicjałach. Musiał mieć jakieś lewe interesy! – jego humor automatycznie zmienił się na pełen ekscytacji.
- Też mam pewną wiadomość. Prezydentowi zależy tylko na pieniądzach. Cały dzień był u terapeuty. Dzwoniłam tam. To prawda.
- Czyżby jakieś śledztwo? I to bez wujka! Jak możesz?! – wybuchnął śmiechem. – Aaa, i jeszcze jedno. Na pistolecie zero odcisków. Wszystko wskazuje na to, że śledztwo zostanie wstrzymane.
- Na pewno nie moje. – puściłam mu oczko i udałam się do swojego pokoju.
  Wieczorem udałam się w towarzystwie przyjaciół do naszej ulubionej restauracji. Z entuzjazmem wymienialiśmy się informacjami na temat ostatniego roku. Z przyjemnością słuchałam każdego słowa, lecz moją uwagę odwróciła nagle brunetka idąca ulicą. Od razu rozpoznałam w niej Sophie Monroe! Bez wahania wyszłam na dwór, informując znajomych, że muszę się przewietrzyć. Odczekałam chwilę. Kobieta ubrana w fioletowy płaszcz szła w kierunku małej, ciemnej uliczki. Po chwili zastanowienia ruszyłam za nią, starając być jak najbardziej ostrożna. Kobieta weszła do budynku na zakręcie. Było ciemno. Z trudem odczytałam tabliczkę na drzwiach: „ Bernard Haden – GINEKOLOG SPECJALISTA”. Wtedy wszystko stało się jasne! Sekretarka płakała przez ciążę. Zostaje tylko jedno pytanie – kto jest ojcem?
Wróciłam do lokalu. Przyjaciele zaczęli się o mnie martwić. Godzinę później Gloria odwoziła mnie do domu. Skorzystałam z okazji.
- Co wiesz na temat Sophie Monroe?
- Czyżby Ci się naraziła? – zachichotała – Sekretarka prezydenta, miejscowa piękność – prychnęła, pewnie z zazdrości – odrzucała zaloty mężczyzn, no może tylko do jednego robiła maślane oczka…
- Do kogo? – opowieść robiła się coraz ciekawa.
- Boże, Ana. Jesteś taka sama jak twój wuj! – zaśmiała się – Cedrica Colloredo… ale nikomu nie mów. Widziałam ich może z dwa razy razem. Trochę to dziwne, oczywiście, ze względu na rywalizacje z jej szefem.  Niektórzy sądzili, że przekazuje mu informacje, ja jednak wyczułam w tym chemię.
- I nikt nic z tym nie zrobił? – to się wydawało naprawdę zaskakujące.
- A co mogli ludzie zrobić? Nigdy nie złapano ich na gorącym uczynku.

  Po wczorajszych zdarzeniach wszystko ułożyło się w jasną całość. Zaraz po śniadaniu udałam się do ratusza, by porozmawiać szczerze z sekretarką zanim zrobi to policja.
- Dzień dobry, chciałabym z panią porozmawiać. – odparłam, utrzymując kontakt wzrokowy z brunetką.
- Chyba jednak nie mamy o czym. Przepraszam panią, mam dużo pracy – na siłę próbowała się mnie pozbyć.
- Jest pani pewna? Woli pani porozmawiać ze mną czy z policją?
- To nie tak! Ja go nie chcę usuwać! – wyszeptała, a w jej oczach widać było lęk.
- To może jednak porozmawiamy? – po dziesięciu minutach znajdowałyśmy się w sali konferencyjnej siedząc naprzeciwko siebie – O co pani chodzi?
- Czy miała pani romans z panem Colloredo? – szkoda czasu, na owijanie w bawełnę.
- A co to panią obchodzi? – wybuchła.
- Proszę się nie denerwować. Chcę pani pomóc.
- Mi nie można pomóc. Tak, to prawda.
- Co pani robiła w dniu jego zabójstwa około godziny 14?
- O 13 byłam z nim w tej paskudnej klinice. Chciał mnie zmusić do aborcji. Z tej strony go nie znałam. Pokłóciliśmy się, ale dałam się przekonać. Wczoraj jednak odwołałam zabieg.
- Co było potem?
- Rozeszliśmy się. Nawet mnie nie odwiózł… To przecież zagroziło by jego reputacji. Z jej oczu zaczęły się lać strumienie łez – Myślałam, że da miastu nadzieję. W rzeczywistości był gorszy niż Moliere. Dałam się uwieść.
- Czy to pani go zabiła?
- Mimo wszystko go kochałam… Cała się trzęsłam po tym wszystkim. Nie dałabym rady nacisnąć spustu. Resztę dnia spędziłam u rodziców.
- Czy żona coś podejrzewała?
- Cerdic twierdził, że nie. Ja byłam innego zdania. Wie pani… hiszpański temperament.

  Godzinę później znajdowałam się w Publicznym Przedszkolu „Ślimaczek”. W mojej głowie narodził się nowy trop, który postanowiłam sprawdzić.
- Dzień dobry. Jestem Anastasia Allen. Mam do pani pewne pytanie. – uśmiechnęłam się życzliwie do pani w dyżurce.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
- O której pani Colloredo odebrała córkę w poniedziałek?
- Znowu ta nieprzyjemna sprawa… Tego dnia w naszej placówce odbywał się letni balik. Dzieci biegały w kolorowych ubrankach po salach! Było cudownie. – uśmiechnęła się, a w jej oczach widać było iskierki – Wszystko skończyło się koło 13.
- O 13? Czyli wcześniej niż zwykle?
- Tak, a pani Colloredo stawiła się punktualnie.
- Dziękuję! Ta informacja jest bardzo przydatna.
- Ależ nie ma za co, słonko. Pozdrów rodzinę i podziękuj cioci za przepis na ciasto! – powiedziała z ogromną życzliwością. Opłaca się mieć sławne nazwisko.

  Rozległ się dźwięk komórki.
- Ana, gdzie Ty się włóczysz? Czekamy z obiadem. – usłyszałam zatroskany męski głos.
- Spokojnie. Powiedz sierżantowi, że za godzinę ma być pod domem Colloredów. Zaufaj mi.
- Oj Ana, Ana. Bądź ostrożna.
  Wkrótce dojechałam pod dom denata. Rezydencja wyglądała olśniewająco. Odnowiony pałacyk prezentował się nieziemsko w otoczeniu drzew. Pełna zmartwień zadzwoniłam do drzwi.
- Dzień dobry. – otworzyła mi przepiękna kobieta ubrana na czarno.
- Anastasia Allen. Chciałabym z panią porozmawiać – niechętnie wpuściła mnie do środka.
- W czym mogę pomóc? – powiedziała, gdy usiadłyśmy w okazałym salonie.
- Przejdę od razu do konkretów. Wiem wszystko.
- Czy pani sobie ze mnie żartuje? Dopiero co straciłam męża, kończą nam się środki na życie, córka zaczyna chorować, a pani przychodzi i rzuca mi oskarżenia. – zaczęła się robić coraz bardziej nerwowa.
- Jeszcze nic pani nie zarzuciłam… Od kiedy pani wie o romansie męża?
- A co? Może pani jest najnowszą jego zdobyczą? – prychnęła.
- Chcę pani pomóc.
- Nie wierzę od dawna w dobre intencje. Miałam mieć życie jak w bajce, a mój mąż całkowicie się zmienił przez ten majątek.  Do jej oczu napłynęły łzy.
- Czyli pani wie?
- Wiem o wszystkich jego wybrykach, o każdym wydatku. Cele charytatywne? Dobry żart.
- To pani go zabiła? – na te słowa wybuchła dramatycznym płaczem.
- Ja… ja… - zaczęła się jąkać – My wszystkie nie zasłużyłyśmy na takie życie. Ja, Amanda, Sophie… i inne, których imion nie znam.
- Wiedziała pani o ciąży?
- Ten lekarz to mój cioteczny brat. Nie tylko mój mężuś miał rodzinę we Francji. On całą agresję przenosił do domu… Miałam dość.
Zaraz po tym wyznaniu do drzwi zapukała policja. Pani Lisa Colloredo przyznała się do winy.
  Tydzień później lokalne gazety rozpisywały się na temat zbrodni. Żona denata została skazana na 5 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata ze względu na okoliczności oraz sytuację w domu. Zaraz po rozprawie kobieta wyjechała wraz z córką na północ Francji.
W sobotę przyszedł do nas sierżant Bonnet. Spędziliśmy popołudnie na grillowaniu.
- Nie doceniałem cię Anastasio, przepraszam. – odparł skruszony.
- Nic się nie stało. Rozwiązywanie zagadek to czysta przyjemność. – uśmiechnęłam się życzliwie.
- Zostaje teraz tylko jedno pytanie. Kto zostanie nowym kandydatem? – odparł
-          Jak to kto? Ja! – odparł rozbawiony wujek.
Natalia Echaust